OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zapomnisz mówili

Przed porodem nasłuchałam się pięknych historii jak to w trakcie podania dziecka ból znika i się go nie pamięta i nie liczy się już nic. Idąc po raz czwarty w ciągu jednej ciąży na salę porodową trzymałam się nadziei, że ten ból w końcu minie i wymarzę go z pamięci. Wciąż mam jednak w pamięci wspomnienie wzroku cudownej położnej, która całą noc przy mnie czuwała, masowała mnie po plecach i chodziła ze mną pod prysznic. Ten jej wyraz współczucia, gdy musiałam leżeć pod ktg, skurcze się nie pisały, a ja z bólu mogłam po ścianach chodzić. Ona wiedziała, że to skurcze z kręgosłupa, ona wierzyła, że boli. Lekarz nie wierzył.
I ja wciąż trzymałam się tej nadziei, że gdy tylko pojawi się ona to wszystko inne zniknie i pojawi się zupełnie inny świat. Jednak w momencie przyjścia jej na świat był strach i przerażenie. Gdy zobaczyłam ją dwukrotnie owiniętą pępowiną, niepłaczącą w pierwszej chwili byłam tylko i wyłącznie przerażona. Owszem tu i teraz już nie liczył się mój ból. Liczyła się ona, jej pierwszy krzyk, przecinanie pępowiny przez męża, jej pierwszy kopniak poza brzuchem. Byliśmy już tylko my we troje, lekarze mogli dla mnie nie istnieć.
Jednak po przejeździe na salę na oddziale położniczym ból wrócił i wróciła bezsilność. Ta niemoc, gdy nie jesteś w stanie podnieść własnego dziecka, a co gorsza nie masz go, czym nakarmić. To przerażenie, gdy po omdleniu nagle zostajesz z noworodkiem sama na sali zdana tylko i wyłącznie na siebie. Ta niemoc towarzyszyła mi jeszcze długo w domu. Czułam się nie potrzebna i wciąż obolała. Poród przyniósł za sobą kolejne komplikacje, pół roku siadania na boku przez uszkodzoną kość ogonową, czy usuwanie ziarniny z miejsca gdzie byłam zszywana.
W chwili obecnej jestem prawie 20 miesięcy od porodu. Ból, jaki towarzyszył mi pod koniec ciąży, w trakcie porodu oraz po nim pamiętam cały czas. Nie mogę powiedzieć, że go nie pamiętam. Choć jej miłość i uśmiech rekompensuje to wszystko, to wiem, że nie zapomnę o tym bólu jeszcze długo. To jeden z wielu powodów, dlaczego odkładam kolejne dziecko w daleką przyszłość. Choć marzą nam się ponownie te malutkie paluszki zaciśnięte na naszym palcu, ten magiczny czas, jaki towarzyszy przyjściu dziecka na świat, to strach przed bólem, o którym rzekomo miałam zapomnieć nad tym wygrywa.
Matce prócz bólu zawsze będzie towarzyszył strach, nie zależnie od tego, czy maluch jest obecnie obok nas, czy gdzieś daleko. To uczucie, które będzie siedziało głęboko w nas na długie lata.

Pozdrawiam Karolina M

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

*Tekst ten nie ma na celu straszenia bólem, znam, bowiem kobiety, które urodziły w godzinę i chwilę potem już wszystko były w stanie zrobić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

21 thoughts on “Zapomnisz mówili

  1. nie zazdroszczę, ja miałam to szczęście że należałam do tych drugich kobiet. Ale też znam parę mam które nie miały tyle szczęscia i porodowi i ciąży towarzyszył ból…

    1. ich podejscie do kolejnego dziecka jest podobne jak Twoje… szkoda ze ich bliscy nie rozumieją i nękają pytaniami o koleją pociechę

      1. Ja drugie dziecko chce mieć, ale niestety kolejna ciąża to świadome skazanie się na leżenie i niestety ból tej nieszczęsnej kości ogonowej, dlatego muszę mieć w domu samodzielną dziewczynkę. Nie mogę myśleć egoistycznie, że ja się położę, a ona sobie poczeka. Nie czas i nie miejsce, a wspomnienie porodu mnie tylko w tym utwierdza.

  2. Mnie też bolało, ale nie wspominam porodu traumatycznie. Było, minęło, chociaż z dwa tygodnie dochodziłam do siebie po pierwszym porodzie, a po cesarce jeszcze dłużej.
    Byłaś bardzo dzielna. Podziwiam.

    1. Nie ma za co podziwiać, bo nie zrobiłam nic nadzwyczajnego, a najgorzej wspominam czas przed i czas po. Każda z nas niestety przechodzi to inaczej i dochodzi do siebie również w innym czasie.

  3. Ja także pamiętam poród i ten ból jak dziś! Choć minęły już 2 lata! Wiem, że każda inaczej znosi taki ból i każdy poród jest inny. Ja jednak nie wspominam go zbyt dobrze… W moim przypadku górę wzięły nerwy i zmęczenie – musiałam leżeć w szpitalu już od 23 grudnia, bo było po terminie, a Mały urodził się dopiero 27…byłam już wkurzona, zmęczona, nie wyspana – bo w szpitalu kiedy co godzinę kontrolują ruchy dziecka ciężko się wyspać! I pomimo, że i położne i lekarz i na dodatek moja ciocia, która jest pielęgniarką od noworodków byli bardzo mili, mąż mnie wspierał i mogłoby się wydawać, że będzie OK, nie było! A jeszcze jak się później okazało wody zielone i Mały załapał jakieś zakażenie, także pobyt w szpitalu przedłużył się do 4 stycznia ze względu na antybiotyk, który musiał dostać. I jak tu mieć pozytywne wrażenia? Święta samotnie w szpitalu, później z dzieciątkiem, ale w nerwach bo mały na antybiotyku, wokoło wszyscy wychodzą po 2 dniach, a my leżymy… echh… za to przewinęło się przez moją salę kilka dziewczyn i jedna z nich mimo iż miała bóle krzyżowe rodziła tak cicho, że aż byłam w szoku! Opowiadała jak ją to bolało, że strasznie było ale podczas porodu nawet nie pisnęła! To ja darłam się chyba na cały szpital z bólu 😉 A były i takie, które mówiły, że wcale źle nie było! Ile kobiet tyle wspomnień i różnych porodów i wrażeń :)

    1. Ja również nie krzyczałam i przeklnęłam tylko raz, ale każda z nas inaczej okazuje ból. Ja po prostu spinam się w sobie. Obyś jak najszybciej zapomniała ten ból. Przerabiałam leżenie w szpitalu w wielkanoc, w długi weekend majowy, oraz w czerwcowy kiedy to w końcu urodziłam dzień po terminie, więc wiem co czułaś.

      1. W sumie nie wiem co lepsze: wykrzyczeć się czy dusić w sobie 😉 Mi cały czas mówili, że mam nie tracić niepotrzebnie energii, a ja i tak swoje. Może przy kolejnym porodzie (no bo w końcu kiedyś się zdecydujemy na następne dziecko) będę trochę mądrzejsza. Właśnie takie leżenie w szpitalu człowieka wykańcza! A najgorsze jest to, że nastawiłam się, że urodzę w terminie (16 grudnia) i na święta już z Bąblem w domku będę, a tu taki psikus. Wyobrażałam sobie, że skurczę zaczną mi się w domu i dojedziemy do szpitala itd… a tutaj wszystko na opak, to mnie chyba dobiło! Tobie również życzę wymazania z pamięci złych wspomnień 😉 Pozdrawiam

  4. ból kości ogonowej, oj dobrze to znam, po porodzie 6 tygodni męczarni, nie mogłam chodzić, siedzieć, wyprostować sie nawet, drętwienie nogi i pośladków, do łazienki chodziłam trzymając się mebli, a tu jeszcze trzeba było zająć się Małą, też chcę drugie dziecko, ale wolę jeszcze poczekać jak Ty, aż córka się „usamodzielni”

      1. ja miałam w dzieciństwie uszkodzoną i do dziś jak za długo siedzę to boli, ale po porodzie to był koszmar, pomagały tylko ciepłe okłady, wolałabym jeszcze raz przeżyć poród niż połóg

  5. Bóle krzyżowe też przeżyłam, sam poród z tych wszystkich emocji i po lekach pamiętam jak przez mgłę. Dziewczyna która ze mną leżała na sali po porodzie powiedziała, że nie wiedziała nawet, że ktoś obok rodzi (przywieźli ją w trakcie jak rodziłam) bo nic nie było słychać, a personel się kręcił. Tak jak Ty wszystko stłumiłam w sobie, ani jednego krzyku, ani jednego przekleństwa, chyba szkoda sił na krzyk.
    Szkoda, że u Ciebie nie zdecydowali się na cesarkę na pewno byłoby to lepsze rozwiązanie

    1. Wiesz jak u nas jest z cesarkami. Ja za to miałam okazję słuchać całego porodu mojej dobrej koleżanki. Mój poród pamiętam praktycznie cały, a jak miałam luki w pamięci to Sylwek dopowiedział, bo na szczęście był przy mnie 😉

  6. post mi bardzo bliski, też miałam niełatwy i bardzo bolesny poród, nie wyobrażałam sobie mieć/chcieć drugiego dziecka….ale miną rok, prawie dwa i instynkt zadzwonił ponownie…czytam i łudzę się, że będzie łatwiej i szybciej przy drugim jak większość twierdzi

  7. Ja chyba należę bardziej do tej grupy spod gwiazdki na końcu postu. oczywiście bolało, bolało cholernie… ale przetrwałam to 😉 Każda z nas ma inną psychikę, każda z nas inaczej reaguje na ból i zapewne każda z nas miała INNY BÓL. Życzę Ci, by kolejny poród był przyjemniejszym doznaniem (jeśli tak to można nazwać)

    http://www.MartynaG.pl

  8. Ja jestem takim, chyba wyjątkowym przypadkiem, bo mój poród był mało bolesny (tak mi się wydaje). Dostałam dwie dawki ZZO i fakt sporo wysiłku kosztowało mnie urodzenie syna, ale nie było koszmarnego bólu. Tylko, że za poród zapłaciłam. Obawiam się, że bez ZZO w publicznym szpitalu byłoby gorzej. Współczuję Ci przeżyć porodowych.

    1. U nas niestety nie ma możliwości znieczulenia nawet odpłatnie. Ze względu na moją zagrożoną ciąże nie mogłam sobie pozwolić na poród w innym mieście, ponieważ mój poród poprzedzony był leżeniem na ocepie. Jeśli zdecyduję się na drugie dziecko to nie wykluczam zapłacenia za cesarkę, by uniknąć ponownego uszkodzenia kości ogonowej.